Wyrodna matka czy reguły rynku ?
Kiedy przyszła zmiana ustroju, "matka" wydzieliła z siebie spółki, jako jedyną możliwość ucieczki przed groźbą upadku i likwidacji przedsiębiorstwa. Przy czym już na początku zagwarantowano "córkom", że wydzierżawione środki i teren zostaną im sprzedane, jak tylko okrzepną i będą zdolne do wykupu. Dziś nowy zarządca komisaryczny ma wizję prywatyzacji, z której wynika, że spółki powinny wynieść się z terenu przedsiębiorstwa "matki". Oczyszczenie terenu z "córek" pozwoli szybko sprzedać nieruchomości bez problemów, na jakie by napotkał, gdyby nadal były w użytkowaniu spółek.
Na szalce położono prawo stanowione i prawo moralne
Sześć lat temu, kiedy transformacja ustrojowa i gospodarcza dała się szczególnie we znaki państwowym przedsiębiorstwom, w szczecińskim "Transbudzie" postanowiono ratować firmę tworząc spółki. Podstawowym celem, jakie założyła sobie ówczesna dyrekcja, było utrzymanie miejsc pracy dla ludzi, w tym głównie kierowców i mechaników. Olbrzymim wysiłkiem osób zaangażowanych w prywatyzację - mówi Zygmunt Kobus - przekonano pracowników do zgromadzenia kapitału założycielskiego spółek. W praktyce jednak wymagania formalne okazywały się trudniejsze do realizacji planów i w efekcie nie zdołano zebrać kwot, umożliwiających całkowitą prywatyzację. Na tej zasadzie powstała spółka PUPH "Transbud" spółka z o.o., gdzie pracownicy zebrali jedynie 14 tys. zł, w tym przedsiębiorstwo-matka, które stało się udziałowcem, ok. 1,6 tys. zł.
W zawartej wówczas umowie z przedsiębiorstwem zawarowano możliwość wykupienia wydzierżawionych środków transportu, jak i terenów. Przez kilka lat pierwszy zarządca komisaryczny Czesław Sech oraz na początku dyrektor Stanisław Lipiński, "próbowali" dotrzymywać tak umowy, jak i zatwierdzonego przez wojewodę programu prywatyzacji firmy. Przy czym inicjatywa polegała na wysyłaniu do "córki" zapytań, czy podtrzymuje koncepcję zakupu części majątku? Na co niezmiennie odpowiadano, że tak. Na tym kończyła się inicjatywa przedsiebiorstwa -matki. Nie "popchnęło" to prywatyzacji firmy nawet o przysłowiowy krok do przodu.
Przez lata spółki ( w sumie powstały trzy) umacniały się, zdobywając nie tylko doświadczenie i pozycję na rynku, ale i wdrażając się do nowej rzeczywistości. Co najważniejsze, nie wyrzucano ludzi na bruk, nie zmuszano ich do szukania nowej pracy, modernizując stary sprzęt, odnawiając tabor, pomieszczenia i inne, dzierżawione środki. Firma matka żyła sobie spokojnie z wynajmu swojego majątku, prowadząc jedynie uboczną niejako działność, w tym dealerską samochodów firmy Daewoo i kilku pomniejszych spraw.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|